poniedziałek, 2 lipca 2012

Nigdy z Tobą nie będę "Szowinisto-Romantyku" - czyli strzał z bliskiej odległości


Minęło trochę czasu ... tak lepiej jest, dystans znajduję w tym co piszecie. Nawet nie jesteście świadome jaka to siła dla mnie.

Widywałem się z nią ... najpierw obiad, który zmienił się w spacer z kolacją, a finalnie zakończył się kolejnym dwugodzinnym spacerem i tak zaczynając o 12'stej żegnaliśmy się po 2'giej w nocy ...

Tydzień później znowu się widzieliśmy, śmialiśmy się piliśmy wino - to był czas euro więc zaczepialiśmy ludzi rozmawialiśmy z nimi - jak było? cudownie, po prostu idealnie ...

Sam nie wiem dlaczego tak się stało, ale częstotliwość naszych spotkań wzrosła... nie wiem czy to dlatego, że po prostu lubimy być ze sobą, czy tylko dlatego, że nie miała nic lepszego do roboty ... wiem, jak okropnie to brzmi, ale wierzcie mi wbijać sobie szpile od tak dawna jak ja to robię to nic miłego ... 

Otóż poznałem dwie dziewczyny w tzw. międzyczasie. Dwie różne. Wysoką brunetkę i niską blondynkę ... brzmi pięknie. Obie wesołe, pozytywnie nastawione do świata, obie w życiu robią coś konkretnego, utrzymują się samodzielnie, są bliżej mojego rocznika więc nie mają po 20 - 25 lat ;) 

Nie ukrywam - podobało mi się to, że zaczepiają mnie, że starają się, piszą ..., ale będąc z nimi szczerym powiedziałem im prawdę o sobie, każdej poświęcając czas z osobna ... i brzmiało to mniej więcej tak: "jesteś piękną i bardzo fajną dziewczyną - tylko totalny dureń mógłby się Tobą nie zainteresować, ja durniem nie jestem i podobasz mi się, ale wiem do czego to doprowadzi. Zranię Cię. Zranię choć tego nie chcę... jestem po prostu zafascynowany kimś, kto nie chce i mówi mi że nie chce ze mną być, ale mimo to nie mogę przestać o niej myśleć ..." reakcje były wbrew pozorom pozytywne. W zasadzie jedna z koleżanek myślała, że to mój sposób na podryw... 

Tak czy inaczej spławiłem obie. Słabo.

Moja wymarzona pisała do mnie gdy się nie widzieliśmy, czyli w dni robocze ;) ponieważ soboty spędzaliśmy razem ... 

któregoś wieczora napisała: "pamiętasz gdy byliśmy w tym i tym miejscu... ;)" - jednym sms'em dała do zrozumienia, że myślała o nas ... ja oczywiście piałem ze szczęścia niczym ćma lecąca w stronię płomienia ... no kurwa, skąd we mnie tyle naiwności ... odpisałem oczywiście ... 

z resztą w tygodniu wieczorem (choć nie codziennie) wysyłam jej sms z buziakiem - bez słów... czasem mi odpisuje, czasem nie ... 

zapytałem jej - czy jest szansa, żeby kiedyś ta znajomość przeszła na kolejny poziom? ... odpisała, że nigdy nie będzie między nami więcej niż jest teraz, nigdy nie przejdziemy na kolejny etap i podała powód ... po prostu chce się spotykać z kimś starszym ... tylko ja też mam już 3'kę z przodu ... nie odpisałem jej oh nie oh ranisz mnie ... odpisałem - nigdy nie mów nigdy może dojdzie do zakrzywienia czasoprzestrzeni i spełnię to wymaganie ... uśmiechnęła się ...

chodzę niczym nakręcony - nie zobaczę jej teraz przez dwa - trzy tygodnie - wyjechała.... marzę o tym by zasnęła obok... marzę o tym, by zobaczyć jej uśmiech rano, by przynieść jej śniadanie do łóżka lub zaskoczyć ją gotowym śniadaniem na tarasie ... marzę o tym, że gotuję robiąc w kuchni burdel ćwierćwiecza i wychodzi mi najgorsze danie świata więc siadamy i jemy zamówioną chwilę wcześniej pizzę ... marzę że wścieka się na mnie, za to że przyszedłem z biura później niż obiecałem i zapomniałem kupić wina, marzę, że dostaję od niej sms "do zobaczenia w domu honey" ... 

życie jednak ma swoje super chujowe atrakcje, które lubi nam fundować ... 

Moja pomoc domowa sprzątając znalazła zdjęcie w ramce i umieściła je w sypialni. Gdy wróciłem z biura zobaczyłem zdjęcie na którym jestem z byłą żoną ..., a tak - miałem żonę. Przez rok, ale miałem. Nie ma o czym opowiadać ... tak czy inaczej popatrzyłem na nie i upiłem się ... 

W weekend zajmowałem się dzieckiem (rocznym) znajomych ... maleństwo o pięknych oczach przechwyciło moje serce w 10 sekund po tym jak wziąłem je na ręce ... mojej ukochanej wysłałem zdjęcie na którym trzymam roczną dziewczynkę roześmianą niczym widownia podczas występu kabaretu Łowcy kropka B ... 

Chcę się w niej zakochać ... chcę o niej zapomnieć ... 
chcę by weszła z butami w moje życie i przyniosła tu siebie ....

chcę policzyć do dziesięciu i dostać ochrzan za to, że siedzę o północy przy kompie zamiast położyć się obok niej i zasnąć .... 

albo niech ktoś pieprznie mi w łeb żebym stracił pamięć ...

19 komentarzy:

  1. Życzę powodzenia choć pieprznięcie w łeb wydaje się bardziej zasadne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no chyba nie pomyślałaś, że nie przyznam Ci racji ;)

      Usuń
  2. Mickiewicz, Słowacki i paru innych - wiecznie żywi. Romantyzm mam we krwi, ale jak mam komuś doradzać w związkach to stawiam na zimny pragmatyzm. Tyle, że chyba jesteś wporządku, co u facetów przecież nie zdarza się często.

    Swoja drogą, to te baby są jakieś inne. Czy 5 lat różnicy zrobi tej Twojej (nie-Twojej) lepiej na samopoczuciu? Ukoi ją, gdy znajdzie chłopa parę lat starszego? Witajmy w krainie przesądów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz ... pytanie brzmi: czy ten potencjalny facet, który ma te 38 - 40 lat (i zgodnie z oczekiwaniami nie ma ogona w przeszłości w postaci dzieci, byłej żony etc) to istnieje .... jaki normalny facet nie ułoży sobie życia do tego czasu ... coś musi z nim być nie tak

      Usuń
    2. Łukaszu - dla mnie 5 lat i to nie w tą stronę co niby normalnie być powinno, nie robi żadnej ale to żadnej różnicy :) a wręcz przeciwnie ... :)

      Usuń
  3. http://www.youtube.com/watch?v=zMBTvuUlm98

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogłabyś mi to puścić - powiedzieć i wyszeptać - gdybyś to była Ty...

      Usuń
    2. czy potrafisz nie myśleć kto? co? tylko słuchać i czuć?

      Usuń
  4. zgrzeszyłam?

    OdpowiedzUsuń
  5. Może to i kobiece myślenie...ale ja wiem, że jeśli się w coś mocno wierzy i czegoś się tak naprawdę chce (bez względu na dobre i złe strony) to prędzej czy później się to dostaje...jestem żywym, namacalnym na to dowodem...tylko nie wolno tupać nóżką i krzyczeć...a być cierpliwym :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to coś dopiszę, dawno tu nie zaglądałam. Moim zdaniem, to co Ci mówi, że chce starszego to tania wymówka. Zawsze można coś wymyśleć, cokolwiek, żeby uniknąć zaangażowania...nie dlatego, że jej sie nie podobasz czy coś, tylko pewnie jej serce należy do kogoś innego...to trudne, chciałoby się a się nie może... z resztą :) sam wiesz najlepiej jak to jest...masz swoją wizję i żadna inna nie jest w stanie przedrzeć się przez tą bańkę...mydlaną. ehhh czasem zazdroszczę tym trzeźwo myślącym ludziom, co zgadzają się na to co przynosi życie i wszystko z pokorą przyjmują...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=tNTEWzL39I4&feature=related

      a może ona potrzebuje tylko starszej "duszy"...a nie ciała jak wyżej...

      Usuń
  7. Przeczytałam zapiski Romantyka od przysłowiowej deski do deski... I tak właściwie to nie wiem, czy mówić mi wypada (czy "tu", jest to miejsce na moje wywnętrzanie), a jeśli tak, to "co" powiedzieć (a naprawdę chciałoby się powiedzieć tak wiele), i w jaki sposób...

    Ale do czego zmierzam; przez kilka lat przyszło mi nosić skrzydła czyjegoś marzenia. Bardzo dosłownie. Tak dosłownie, jak opisano to w "Księdze niepokoju"...

    Byłam fantasmagorią, a problem polegał na tym, że chciałam zatopić się w realnej koegzystencji dwojga dusz. Tej drugiej stronie (stety, albo i nie), nie starczyło już na to odwagi.

    Było ciężko, tak właśnie jak Panu, Panie Romantyku. Bo absolutnie nic nie potrafiło zagłuszyć niepewności, i wypełnić tego cholernego czekania. Czekania, bardzo Godotowego, które po arcyludzku jednak potrafi boleć.



    Pozdrowienia z barokowych przestrzeni, wraz z życzeniami powodzenia. Żeby ten prastary mit opisany w "Uczcie", o idealnie paskujących do siebie połówkach, spełnił się. I nie trzeba było na to, aż tak długo już czekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minął tydzień, od czasu gdy pierwszy raz "tu" trafiłam. I tak, po przeczytaniu nowego wpisu, i tych paru komentarzy, które w międzyczasie zostały doklejone, zaczęłam zastanawiać się nad istotą Pańskiego sekretnika... i tą funkcją katharsis, którą może on pełnić i dla samego Autora, i dla tych którzy dzielą się z Pan życiem(?), spostrzeżeniami(?)... gdzieś tam na marginesie tych zapisków.

      Mówiąc zupełnie szczerze, lektura pańskich mózgopłodów, wybiła mnie tydzień temu "trochę" z rytmu. "Trochę" w tym sensie, że pierwszy raz w życiu, miałam taką ochotę sięgnąć po szklankę Jacka, i opróżnić ją w towarzystwie samego tylko Cohena, za te wszystkie błędy w scenariuszu, który (na)kazano w życiu odegrać. Bo człowiek, mimo iż to nasze życie różni się jednak diametralnie, jak w krzywym zwierciadle, zobaczył w życiozapiskach Romantyka, siebie samego i te jego zmagania... z samym sobą; to jak bardzo zabija bycie Gustawem, i ile waży ta pustka/tęsknota w sercu, którą może wypełnić tylko obecność tego drugiego.

      Tyle o przeszłości. Teraz o przyszłości, i magicznych słowach sączących się z ust Mistrza... Od jakiegoś już czasu, dojrzewają w mojej głowie teksty z "Old Ideas"... I wie Pan, dopiero przed chwilą dotarło do mnie, że perełka otwierająca całość, jest stworzona z myślą o takich ludziach, jak Pan. Bo czy nie czuje się Romantyk choć trochę leniwym draniem w garniturze? A gdzie ta przyszłość, o której wspominałam? Wierzę, że wbrew temu co się dzieje(albo i nie dzieje)obecnie, w końcu pojawi się u Pańskiego boku "Ta", która w duchu będzie powtarzać:" I want to make him certain/ That he doesn’t have a burden/ That he doesn’t need a vision..."

      Skąd tyle nadziei? Proszę pomyśleć; statystycznie, to Pan ma jednak większe szanse powodzenia, i większe pole manewru, niż grono tych nieszczęśliwych kobiet, dla których po prostu nie starczy osobników, o chromosomalnym uposażeniu XY.
      -- To, oczywiście z przymrużeniem oka.

      W każdym bądź razie, pozwoli Pan, że gdy za kilkadziesiąt godzin wepchną mi w dłoń lampkę wina, w duchu pomyślę nie tylko o odkryciu swojej własnej Góry Kościuszki, ale także i za Pańskie powodzenie.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Góra a Kopiec jest różnica... :)

      Usuń
    3. Góra, Góra! Australia, i Strzelecki!

      Usuń
    4. a jakże :)

      Usuń
  8. widok poprzez pryzmat kieliszka z białym winem, mam nadzieję, że lekko schłodzonym urzeka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubie tu zaglądać. Mam takie przeświadczenie, że jak Tobie się uda to i mi ... zazwyczaj przypominam sobie o tym po paru lampkach wina ... :))

    OdpowiedzUsuń